|
lastFM grupa blog.pl lista-lista
Bo tego należy od życia wymagać. Żeby wszystko pachniało. Dopiero wtedy jest sens.
Mam tytuł. I jakby nic poza tym. Weekendy cieszą niewymownie. Bo muzykuję jeszcze daleko po północy, następnego dnia śpię średnio do trzynastej. Czy to nie jest urocze? Niejako powrót do beztroskich korzeni lat szczeniackich, beztroska za dnia, spanie, jedzenie, wydalanie. Nie myślenie. Mam tytuł. Mistrzowski. Po mistrzowsku skreślony ręką mistrza. A po weekendach przychodzą tygodnie pełne pracy, ostatnio niejednokrotnie do 18-tej, 19-tej. Skreślić należy jakieś sprawozdania, prezentacje, opinie dla podwładnych praktykantek. W domu kilka kart pracy stworzyć, na czym zastaje mnie głęboka noc. I żadnej nadziei na słońce, smutna prawda, już północ, należy iść spać, by rano nie przychodziły do głowy pomysły, że oto nigdzie nie idę, przewracam się na drugi bok, śpię dalej, a jutro zaniosę wypowiedzenie z pracy. Mam tytuł. A co poza tytułem? W tygodniu miałem pomysły na kilka zdań nowej notki, gdy wracałem z Tesco coś tam przychodziło do głowy. Skrzypiało wraz ze zmarzniętym śniegiem pod butami, bo minus dwadzieścia w Łódzkiem. Ale po wejściu do rozgrzanego mieszkania ulatywało. Zapach ciepła, izolacji, bezpieczeństwa, kotletów pieczonych na patelni, piure ziemniaczano-czosnokowego, barszczu białego. Kucharzę. I zapach roztacza się po domu. I jest sens.
chlopiec-z-plasteliny 2010-01-31 19:32:57 skomentuj (4) Black Celebration pierwszej notki w 2010
To tak, jakbym żył od trzynastego do trzynastego. Bo 13 grudnia ostatnia notka, dziś, 13 stycznia, nowa. Noworoczna. Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia, gdy w 2002 pojawiało się na tym blogu kilka notek dziennie. Dziś, w czasach regresji, zachowań charakterystycznych dla wcześniejszego okresu rozwojowego już nie stwierdza się. Formalina pamięci wsiąka w ziemię, czas reliktów przeminął. Niespokojne dni, jeszcze bardziej niespokojne noce. Dużo stresu, dużo wyzwań, obowiązków; kompetencji stale przybywa. Kurs PJM zatacza stadium końcowe, nie nauczyłem się zbyt wiele, bo nie mam ku temu aż takich predyspozycji. Ogrom tej przestrzeni nie wprowadza mnie może w zakłopotanie, ale na pewno ostro porusza samoświadomością. Mechanizmy obronne nie każą mi machać i machać na prawo i lewo, w siebie, w tłum. Machać i machać na lewo i prawo, i pluć mimiką. Ale odbierana fikcja staje się autentyczna, kiedyś nie do pomyślenia, że właśnie to będę robił w swoim życiu. Siadamy na krzesłach w kółku i rozmawiamy bez słów. Od teraz do nieskończoności. Można tak. Uwierzcie. Ostatnio nie czytam, a jeśli już, to orzeczenia, opinie, dostosowania, IPE. I estymuję warunkową wartość oczekiwaną zmiennej losowej. Zmiennej, która w mojej głowie zatacza kręgi naprawiające błędny obraz świata przedstawionego. Coś, co funkcjonowało wcześniej prawidłowo, po wprowadzeniu zmian przestało działać zgodnie z wymaganiami. Błędy pojawiły się w czasie dodawania nowej funkcjonalności do systemu. Kod genetyczny rozczepiony, potencjalny problem powstały na skutek dokonanych zmian. Od teraz jeszcze tylko zespół terapeutyczny, klasyfikacje, sprawozdania, plenarna i ferie. Oby do ferii.
chlopiec-z-plasteliny 2010-01-13 22:42:12 skomentuj (2) Relikty_świąt_z_dzieciństwa zakonserwowane w formalinie_pamięci
Słucham świątecznych piosenek: High Places, Nick Cave And The Bad Seeds, Coil, Tortoise, Julianna Barwick... Tylko na jakie święta te piosenki? Chyba bardziej Golgota niż Szopka. Właśnie: zgrzyt. Czyżbym strategie twórczego wybierania grudniowych dźwięków opierał na dywersyfikacji źródeł inspiracji, a nie na standardach Last Christmas? Chyba tak, bo je pozostawiam centrum handlowym i radiu zet. A własną konwencje łącze w całość, całość wkładam do puszki, puszkę wysyłam na księżyc. I nie ma świąt, choinka złamana, śnieg nie pada, mikołaj zaczadział w kominie. I nie ograniczając się jedynie do powierzchownej cytatologii traktuję eklektyczną strategię jako punkt wyjścia do poszukiwania nowatorskich rozwiązań. I tak oto High Places - damsko-męski duet z Brooklynu, rozdwojony emocjonalnie w swej muzyce, z jednej strony intrygujący wielkomiejski zgiełk, z drugiej odwieczna tęsknota za dziką naturą. Zaraz potem albo przed, nie pamiętam, jest Nick Cave. Muzyk totalny, którego przedstawiać nie trzeba, horror zagląda nam do oczu. Jest też i Coil, zamierzchły, zza grobu. I Tortoise, nieustannie przekraczający bariery między gatunkami i poszukujący nowej jakości w ich twórczej syntezie. I jest wreszcie debiutantka 2009 - Julianna Barwick, która zawodzi i piszczy, a muzyka snuje się i rozciąga, taka rozmyta wycieczka na drugą stronę Styksu. I tak oto, chcąc nie chcąc, z tego wszystkiego wychodzą mi co najwyżej Zaduszki, a nie pełne radości święta bożego narodzenia, prawda?
chlopiec-z-plasteliny 2009-12-13 00:54:23 skomentuj (4) Masłoska, Masłoska, tym razem piszemy na temat!
Jem surowe pieczarki. Z majonezem i pieprzem. I mógłbym opisać tu tonę spraw, które mnie przygniatały ostatnio, ale nie opiszę. Dawno tu nie pisałem.
W ostatni weekend spędziłem 22 godziny w towarzystwie pewnych kobiet, moi ludzie, i wróciły wspomnienia. Niewypowiedziane. Piwa na rogu Kilińskiego-Piłsudskiego pite do wschodu słońca. Takich przyjaciół zawsze deficyt. Miłość się przeobraża, a przyjaciele na szczęście pozostają.
W pracy stawiam się, jakbym miał na sobie komżę ukrochmaloną porządną dawką konsekwencji. Profesjonalizm stawiam do rangi koniecznego półśrodka. Szamoczę się, pot spływa po plecach, ale jednocześnie chyba trafiam w sam środek tarczy.
I często śnię pociągi: spóźniam się na nie, biegnę, są podstawiane na inne tory, wsiadam w biegu, potem okazuje się, że do przypadkowego, który nie jest tym właściwym pociągiem. Objeżdżam pół Polski, by móc dotrzeć w końcu do celu, jak na migawce tramwajowej do pracy. Ale bez celu. W takich snach ponoć, jak po 5 piwach i po litrze wódki, odzwierciedla się nastawienie do życia, doświadczeń, motywacji, wartości i celów. Sugeruje to lepsze poznanie siebie. Czy znam siebie? Czy pozwalam, by inni prawdziwie mnie poznawali? Jak pisać na temat w każdej ustnej wypowiedzi? By przyjaciele pozostali przyjaciółmi, nie stchórzyli, bo coś tam źle wypowiem. I boże chroń, by w najbliższą sobotę nic niewłaściwego nie wypowiedzieć.
I projektuję siebie na tęsknotę za nieobecnym lub oddalonym od nas emocjonalnie celem. W Internecie tworzę wizerunek siebie skrajnie inny od rzeczywistego. Jestem znakiem diabła zmieszanym z World Peace. Z wojną mi do twarzy, bo na co dzień nie znam doświadczeń od niej istotniejszych.
chlopiec-z-plasteliny 2009-11-25 01:48:04 skomentuj (4) |